Czemu żadna z was nie chce sprzedawać swoich wyrobów na ETSY? Napisz do mnie na bulinska@wp.pl, a otrzymasz 40 darmowych aukcji! To wystarczająco dużo żeby spróbować pokazać się światu za darmo :)

poniedziałek, 31 marca 2014

Kaboszony (nr 16)

Praca  z modeliną  ma  jeden  minus. Zostają  niezużyte  ścinki i pomieszane kolory z  prac, które najzwyczajniej w świecie  okazały  się  klapą. Takie resztki można  miło i przyjemnie  zagospodarować jako kaboszony :) Dodatkowy plus jest  taki, że sami  decydujemy o kształcie i wymiarach. Jedyny minus, że  niestety nie  zawsze  udają się  perfekcyjnie.
Mi  to  jednak  nie  przeszkadza i zamierzam je niedługo obszyć  koralikami :)

 Od  razu  widać po kolorystyce z jakich to prac :P Ostatni to mój faworyt, chociaż  nie  ukrywam mam nadzieję, że  z każdego  powstanie  ciekawa praca.



 Czas na  babeczki! Zazwyczaj  piekę  je  bez  przepisu ani wcześniejszych przygotowań ( czytaj bez  ładu i składu wrzucam co się nawinie do michy), więc  tym  razem  powstała  wypchana marmoladą wersja bez  jajka. 5 kakaowych, 3 kokosowe i 4 waniliowe. I tak  pycha :)

piątek, 28 marca 2014

Idziemy na jagody, na jagody.. (nr 15)

Jakoś  tak  ostatnio u  mnie  trochę leśnie na  blogu. W sumie  nie  wiadomo dlaczego. A to dopiero  początek takich  prac :)
Dzisiaj w roli głównej pancerna bransoletka i po raz  pierwszy  premierowo- przywieszka.
Pomysł na  wykonanie jagódek  podpatrzyłam z tutoriala z bloga Be Positive :)

Od  razu mi  się  przypomina  piosenka, którą  lubiła  śpiewać  moja siostra, a której nie znosiłam (chyba  przez tą przerażającą wzmiankę o czarnych sercach):

"Jesteśmy jagódki, czarne jagódki,
Mieszkamy w lasach zielonych, zielonych,
Oczka mamy czarne, buźki granatowe,
A sukienki są zielone i seledynowe.

A kiedy dzień nadchodzi, dzień nadchodzi,
Idziemy na jagody, na jagody,
A nasze czarne serca, czarne serca,
Biją nam radośnie bum tarara bum.(...)"

środa, 26 marca 2014

Lato w pełni (nr 14)

Jak  widać  w  moim  skromny skromnym kawałku  przestrzeni twórczej  nastało  lato zamiast wiosny. A  jak  lato to muszelki, a jak miały być  muszelki to modelina poszła  w ruch.
Miałam  ją  troszkę  podmalować  przed  wypiekiem, ale  w sumie  wyszła  bardzo  wdzięcznie więc  nie  żałuję, że  zapomniałam.

Zwróćcie uwagę jakie  szalone  zapięcie. Pierwszy  raz się  z takim  spotkałam. Koraliki z recyklingu z zeszłej  epoki. Na pewno już  nigdzie nie dostępne.

 Sprawdziłam ostatnio statystyki długoterminowe  mojego  bloga i oczom  nie  wierzę..... Najwięcej  wejść odnotowuję, gdy nic  nie  publikuję O.o

Witam obserwatorów z Rosji!

poniedziałek, 24 marca 2014

Truskawka (nr 13)

 Macie  tak, że  gdy  wstaniecie słonko wesoło się do  was  uśmiecha, a każde robione  tego  dnia  zdjęcie jest  idealne? Ja  też  nie :)


Do lepienia figurek, czy ogólnie  czegokolwiek oprócz  paciorków, robiłam  już  wiele podejść. Najczęściej były  poniżej poziomu krytyki. Tym  razem jednak truskaweczka  wyszła  całkiem  zgrabnie i mimo, że  jest nazwijmy to umownie- jest "jednostronnie  płaska" jestem z niej  dumna. Zaraz na  fali uniesienia  powstał  maleńki charmsik:

No tu już  gorzej jak  widać, ale  się  nie  poddaję  :)

piątek, 21 marca 2014

Pocahontas (nr 12)

 Te  komplety od  razu,  gdy  powstały  skojarzył mi się  z Pocahontas w stroju weselnym swojej matki ( no głowę  dam, że była  taka  scena) oraz Indianami i absolutnie nie  może  być  mowy o żadnej  innej  nazwie :) Od  razu  powstały  dwie  wersje naszyjnika- "uboższa" i "wystawna" wraz z kolczykami.
 Odrobina szklanych paciorków w kolorze  hematytu, perełki w prześlicznym, bliżej nie  zidentyfikowanym kolorze i piórka z modeliny (mojego skromnego  autorstwa). Zapięcie "na  wkrętkę".



Przy okazji wspomnę, że prawdziwa Pocahontas nosiła imię Matoaka (Białe Piórko), natomiast Pocahontas (Mała Psotnica lub Łobuziak) było jej przydomkiem z okresu dzieciństwa. Tak jak w bajce Diney'a uratowała przed egzekucją kolonistę Johna Smitha i była  córką  wodza zaręczoną  z Indianinem Kokumem. I tu bajka  się  kończy, a zaczyna  życie.
Można  powiedzieć, ze za swoją sympatię dla Anglików, którzy generalnie traktowali  ją  jako  kartę  przetargową, musiała  zamieszkać z innym  plemieniem. Później została  ochrzczona przyjmując imię Rebecca. Wyszła za mąż za młodego wdowca, plantatora tytoniu, Johna Rolfe i urodziła  mu  syna.
Potem wyjechała do Anglii, m.in. po to, by zabiegać o fundusze na budowę chrześcijańskiej szkoły. Została tam obwołana „indiańską księżniczką”i spotkała się nawet z królem Jakubem I. W trakcie przygotowań do powrotu zmarła jednak na czarną ospę.Od  taki smutny koniec...

sobota, 15 marca 2014

Serduszko (nr 11)

Znów  czekałam na  możliwość  zrobienia  ładnych  zdjęć  tak  długo aż pogoda  się zupełnie  popsuła :/ Dobrze, że mam w zapasie bardzo prosty  wisiorek, któremu złe  oświetlenie  nie straszne.

Motyw bardziej  pasujący  do  lutego niż  do  marca, ale jakoś w  tym  roku  mam lekkie opóźnienie inspiracyjne :) Wisiorek  wykonany z  modeliny. Lepienie  takich  prościzn to naprawdę  sama przyjemność.

Pozdrawiam wszystkich , którzy nie  mogą  pozwolić  sobie  na  puste przebiegi i nie  wiedzą w co  ręce  najpierw  włożyć! :)